Guide

33 lata z papierosem i plastry, które zmieniły moje życie

6 min read Updated March 29, 2026

33 lata z papierosem i plastry, które zmieniły moje życie

Jestem Marek Zieliński, mam 56 lat i mieszkam w Katowicach. Przez 33 lata byłem palaczem. Jedną trzecią wieku. Więcej niż połowę dorosłego życia. Dzisiaj jestem wolny od nałogu dzięki plastrom nikotynowym i twardej pracy nad sobą. Moja historia to dowód, że nigdy nie jest za późno.

Górnik, który palił

Nie byłem górnikiem. Ale mój ojciec był, moi wujkowie byli, moi sąsiedzi na osiedlu w Szopienicach byli. Na Śląsku w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych palenie było tak powszechne jak oddychanie. Pierwszy papierosa dostałem od wujka Zbyszka na moje osiemnaste urodziny. “Już dorośleś, Marek” powiedział i podał mi zapalonego Popularnego. Tak wyglądała inicjacja w męskość na Śląsku.

Od tamtej pory paliłem bez przerwy. Popularne, potem Carmenem, potem Cluby, a gdy przyszedł kapitalizm i zachodnie marki, przerzuciłem się na Marlboro Red. Na szczycie nałogu paliłem dwie paczki dziennie. Czterdzieści papierosów. Kiedy to mówię, sam nie wierzę, że moje płuca wytrzymały.

Pracuję jako kierowca autobusu w PKM Katowice. Przez ponad dwadzieścia lat jeżdżę po katowickich ulicach. Zanim wprowadzili zakaz palenia w autobusach, paliłem nawet za kierownicą. Potem na przystankach końcowych. Potem na każdej przerwie. Zawsze z papierosem.

Rodzina i dym

Moja żona Teresa paliła do roku 2010, kiedy zmarła jej matka na raka płuc. Rzuciła z dnia na dzień. Mnie prosiła, błagała, groziła. Nic nie pomagało. Nasz syn Damian i córka Paulina dorastali w domu, w którym ojciec wiecznie śmierdział papierosami.

Pamiętam, jak Paulina miała może dziesięć lat i narysowała w szkole obrazek rodziny. Mama, tata, brat, siostra. Tata miał w ręce papierosa. Nauczycielka dzwoniła do nas z niepokojem. Teresa płakała. Ja wyszedłem na balkon i zapaliłem. Tak radziłem sobie z trudnymi emocjami. Zawsze.

Próbowałem rzucić wiele razy. Policzyłem: jedenaście razy przez 33 lata. Za każdym razem wracałem. Za każdym razem czułem się gorszy. Za każdym razem obiecywałem sobie, że następnym razem się uda. I za każdym razem kłamałem.

Moment przełomu

We wrześniu 2025 roku byłem na rutynowym badaniu dla kierowców zawodowych. Spirometria wykazała, że moja pojemność płuc jest na poziomie 62 procent normy. Lekarz medycyny pracy spojrzał na wyniki, potem na mnie, i powiedział: “Panie Marku, jeśli te wyniki spadną poniżej 50 procent, nie przedłużę panu zaświadczenia. Straci pan prawo jazdy kategorii D.”

To oznaczało utratę pracy. Prawa jazdy. Dochodu. Wszystkiego.

Wróciłem do domu i usiadłem w kuchni. Teresa postawiła przede mną herbatę i nic nie powiedziała. Znała mnie wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że tym razem jest inaczej. Że nie chodzi już o zdrowie w abstrakcyjnym sensie. Chodzi o chleb na stole.

Następnego dnia poszedłem do lekarza rodzinnego. Poprosiłem o pomoc. To było najtrudniejsze zdanie, jakie wypowiedziałem w życiu: “Panie doktorze, sam sobie nie poradzę. Proszę mi pomóc.”

Plastry Niquitin: mój plan bitwy

Lekarz zasugerował plastry nikotynowe. Mówił o Champiksie, ale po wysłuchaniu mojej historii medycznej (nadciśnienie, lekkie problemy z sercem) zdecydowaliśmy się na bezpieczniejszą opcję. Plastry Niquitin Clear w trójstopniowym programie: 21 mg przez sześć tygodni, 14 mg przez dwa tygodnie, 7 mg przez dwa tygodnie.

Kupiłem pierwszą paczkę w aptece na Korfantego. Farmaceuta wyjaśnił mi dokładnie, jak ich używać. Przyklejać rano na czystą, suchą skórę. Zmieniać miejsce codziennie. Nie naklejać na to samo miejsce dwa dni z rzędu. Zdjąć przed snem, jeśli mam problemy ze snem.

Data: poniedziałek, 6 października 2025 roku. Po 33 latach palenia. Postawiłem budzik na 5:30, jak zawsze przed poranną zmianą. Ale zamiast sięgnąć po paczkę Marlboro na szafce nocnej, sięgnąłem po plaster. Naklejenie go na ramię trwało dziesięć sekund. Dziesięć sekund, które rozpoczęły największą zmianę w moim życiu.

Pierwsze tygodnie

Pierwszy dzień w autobusie bez papierosa na przerwie był surrealistyczny. Dojechałem na pętlę na Sośnicy, wyłączyłem silnik i zamiast wychodzić palić, zostałem w kabinie. Piłem wodę z termosu. Jadłem jabłko. Patrzyłem przez okno na miejsce, w którym przez dwadzieścia lat stałem i paliłem. Było dziwnie pusto.

Plaster działał. Czułem nikotynę wchodzącą do organizmu powoli, równomiernie, bez gwałtownych skoków i spadków. To nie było to samo co papieros. Papieros to wybuch. Plaster to strumień. Ale strumień wystarczał, żeby głód nie stał się nie do zniesienia.

Pierwsze dwa tygodnie były walką z nawykami. Nie z nikotyną, bo plaster ją dostarczał. Z rytuałami. Przerwa bez papierosa. Kawa bez papierosa. Rozmowa z kolegami z zajezdni bez papierosa. Wieczór przed telewizorem bez papierosa.

Teresa była moją opoką. Ukryła wszystkie zapalniczki i popielniczki. Kupiła mi orzechy, marchewki i gumę do żucia Orbit. Kiedy wracałem z pracy zirytowany i niespokojny, robiła mi ulubioną zupę pomidorową i rozmawiała ze mną o byle czym. Byle nie o papierosach.

Damian, nasz syn, zadzwonił z Wrocławia, gdzie studiuje. Powiedział: “Tato, słyszałem, że rzucasz. Trzymam kciuki. Jestem z ciebie dumny.” Mój dwudziestoczteroletni syn powiedział mi, że jest ze mnie dumny. Prawie się rozpłakałem. Prawie, bo Ślązak nie płacze. Ale oczy miałem mokre.

Katowice bez dymu

Katowice się zmieniły przez ostatnie lata. Strefa Kultury, Spodek, nowe centrum. Miasto, które kiedyś kojarzyło się z dymem z kominów, teraz stawia na zieleń i czyste powietrze. I ja razem z nim.

Zacząłem chodzić po Dolinie Trzech Stawów po pracy. Najpierw powoli, bo kondycja po 33 latach palenia dwóch paczek dziennie była tragiczna. Pierwsze spacery to było pół godziny z przerwami na odpoczynek co kilkaset metrów. Ale z każdym tygodniem szło lepiej.

Pod koniec października mogłem przejść całą Dolinę bez zatrzymywania się. W listopadzie zaczęłem trochę przyspieszać. Nie bieganie, bo lekarz powiedział, żebym z tym poczekał, ale szybki marsz. Serce, które przez 33 lata pompowało krew zanieczyszczoną nikotyną i tlenkiem węgla, uczyło się na nowo, co to znaczy sprawnie pracować.

Zapachy Katowic wróciły. Zapach pierników z piekarni na Mikołowskiej. Zapach świeżo mielonej kawy z kawiarni przy Mariackiej. Zapach jesiennych liści w Parku Kościuszki. Przez 33 lata nosiłem na nosie filtr z dymu. Teraz ten filtr zniknął.

Schodzenie z plastrów

Przejście z 21 mg na 14 mg w połowie listopada było momentem, którego się bałem. Lekarz uprzedził mnie, że mogę odczuwać nasilenie głodu. I odczuwałem. Przez trzy, cztery dni było ciężej. Ale ciężej nie znaczy niemożliwie. Skupiłem się na tym, co zyskałem: lepszy oddech, lepszy smak jedzenia, brak smrodu, pieniądze w kieszeni.

Przejście z 14 mg na 7 mg pod koniec listopada było łatwiejsze. Organizm się przyzwyczajał. Ostatni plaster 7 mg zdjąłem w połowie grudnia 2025 roku. Dziesięć tygodni od rozpoczęcia terapii. Wolny od nikotyny na Wigilię. Lepszego prezentu gwiazdkowego nie mogłem sobie wymarzyć.

Wigilia 2025 roku była pierwszą od 33 lat, na której nie wychodziłem “na chwilę” na balkon między daniami. Teresa przygotowała dwanaście potraw, a ja siedziałem przy stole, jedząc, rozmawiając, śmiejąc się z dziećmi. Cały wieczór. Bez przerwy. Bez papierosa. Paulina popatrzyła na mnie w pewnym momencie i uśmiechnęła się. Nic nie powiedziała, ale ten uśmiech mówił wszystko.

Pięć i pół miesiąca wolności

Marzec 2026. Nie palę od prawie sześciu miesięcy. Plastry skończyłem w grudniu. Od tamtej pory radzę sobie sam.

Spirometria kontrolna w styczniu pokazała poprawę: 71 procent normy. Dziewięć punktów procentowych w trzy miesiące. Lekarz powiedział, że jeśli utrzymam ten trend, za rok mogę dojść do 80 procent. Moje prawo jazdy kategorii D jest bezpieczne. Moja praca jest bezpieczna. Moja przyszłość jest bezpieczna.

Zaoszczędziłem ponad 6000 złotych od października. Dwie paczki Marlboro dziennie po 20 złotych to ponad 1200 złotych miesięcznie. Za te pieniądze kupiliśmy z Teresą nową pralkę i jeszcze zostało na wyjazd nad morze w maju.

Mam 56 lat. Niektórzy powiedzą, że za późno. Że 33 lata palenia zniszczyło mi zdrowie bezpowrotnie. Ale moje płuca się regenerują. Moje serce pracuje lepiej. Moja skóra wygląda zdrowiej. I co najważniejsze: każdy dzień bez papierosa to dzień, w którym daję swojemu ciału szansę na naprawę.

Jeśli masz 56 lat i palisz od 33, nie mów sobie, że jest za późno. Nie jest. Idź do lekarza. Weź plastry. Wyznacz datę. I zrób to. Dla siebie. Dla żony, dla dzieci, dla wnuków, których chcesz jeszcze zobaczyć.

Ja to zrobiłem. I żałuję tylko jednego: że nie zrobiłem tego wcześniej.