Champix i terapia psychologiczna: moja podwójna broń przeciw paleniu
Champix i terapia psychologiczna: moja podwójna broń przeciw paleniu
Mam na imię Ewa, mam 35 lat i jestem łodzianką z krwi i kości. Paliłam 12 lat i rzuciłam dzięki połączeniu dwóch rzeczy: leku Champix i regularnej terapii psychologicznej. Osobno żadne z nich nie wystarczyło. Razem zrobiły to, czego sama nie potrafiłam zrobić przez lata.
Łódzka dziewczyna na dyżurze
Pracuję jako pielęgniarka w szpitalu im. Barlickiego w Łodzi. Tak, pielęgniarka, która pali. Wiem, jak to brzmi. Wiem, bo słyszałam te komentarze przez lata. “Ty to powinnaś wiedzieć lepiej.” “Jak możesz mówić pacjentom, żeby nie palili, skoro sama palisz?” Każdy taki komentarz był jak nóż w serce, bo miał rację. Wiedziałam lepiej. Widziałam codziennie, co papierosy robią ludziom. Widziałam raka płuc na oddziale onkologii. Widziałam rozedmę na pulmonologii. I mimo tego paliłam.
Zaczęłam w czasie studiów pielęgniarskich na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Miałam 23 lata. Stres studiów medycznych, nocne dyżury, ciągłe uczenie się. Palarnia za szpitalem była jedynym miejscem, gdzie mogłam na chwilę odpuścić. Gdzie nikt nie pytał o ciśnienie pacjenta, nie kazał podawać leków, nie dzwonił z sygnałem alarmowym. Pięć minut spokoju z papierosem w ręku.
Paliłam Merit Gold, potem Pall Mall Blue. Około 15 papierosów dziennie. Na dyżurach nocnych więcej, bo stres był większy i przerwy częstsze. Po dwunastogodzinnym dyżurze wypalałam dwie paczki bez mrugnięcia okiem.
Głębsze przyczyny
To, czego nie rozumiałam przez lata, to fakt, że moje palenie nie było tylko fizycznym uzależnieniem od nikotyny. To było też uzależnienie emocjonalne. Paliłam, kiedy byłam smutna. Paliłam, kiedy byłam zła. Paliłam, kiedy byłam szczęśliwa. Paliłam, kiedy nie czułam nic. Papieros był moim regulatorem emocji, moim tłumikiem, moim najlepszym przyjacielem, który nigdy nie oceniał i zawsze był dostępny.
Miałam za sobą trudne dzieciństwo. Nie wchodzę w szczegóły, bo to moja prywatna historia. Ale powiem tyle: kiedy dorastasz w rodzinie, gdzie emocje się tłumi, a nie przetwarza, to szukasz czegoś, co ci pomoże je tłumić dalej. Dla mnie tym czymś stał się papieros.
Dlatego same plastry, gumy czy nawet leki nie wystarczały. Próbowałam trzy razy. Nicorette, zimny indyk, nawet akupunktura w gabinecie na Piotrkowskiej. Za każdym razem wracałam, bo usuwałam symptom, nie przyczynę.
Podwójna strategia
W maju 2025 roku podjęłam decyzję. Nie “spróbuję”, ale “zrobię to”. Zapisałam się na wizytę do lekarza po Champix i jednocześnie do psychoterapeutki specjalizującej się w uzależnieniach.
Doktor Wiśniewska w przychodni na Narutowicza wypisała mi receptę na Champix (wareniklina). Znałam ten lek z perspektywy medycznej, bo widziałam, jak działał na pacjentów. Teraz miałam sama doświadczyć jego działania.
Jednocześnie zaczęłam cotygodniowe spotkania z panią psycholog Joanną w gabinecie terapeutycznym na Więckowskiego. Terapia poznawczo-behawioralna, nastawiona na identyfikację wzorców myślenia i zachowania, które napędzały mój nałóg.
Champix: ciało się uspokaja
Zaczęłam brać Champix pod koniec maja. Pierwszy tydzień niskiej dawki, potem pełna dawka. Datę rzucenia wyznaczyłam na 9 czerwca 2025 roku.
Champix działał na moje ciało tak, jak opisują podręczniki. Papierosy traciły smak. Przyjemność z palenia malała z dnia na dzień. Pod koniec pierwszego tygodnia paliłam bardziej z rozpędu niż z potrzeby. To uczucie, kiedy zapalasz papierosa i myślisz: “Po co ja to właściwie robię?” To jest Champix w akcji.
Po wyznaczonej dacie głód nikotynowy był obecny, ale znośny. Nie ten rozdzierający, paraliżujący głód z zimnego indyka. Raczej tępe pragnienie, które można było zignorować. Lek robił swoją robotę na poziomie receptorów w mózgu, odcinając połączenie między nikotyną a przyjemnością.
Miałam efekty uboczne. Mdłości przez pierwszy tydzień. Żywe sny, czasem dziwne, czasem nawet zabawne. Lekki ból głowy. Nic, czego nie dało się znieść. Piłam dużo wody, brałam tabletki po jedzeniu i raportowałam wszystko lekarce na regularnych kontrolach.
Terapia: umysł się uczy
To, co Champix robił z moim ciałem, terapia robiła z moim umysłem. I to była ta część, która zrobiła różnicę.
Na pierwszych sesjach z panią Joanną rozmawiałyśmy o moich wzorcach palenia. Kiedy palę? Co czuję tuż przed zapaleniem? Co by się stało, gdybym nie zapaliła? Te pytania wydawały się proste, ale odpowiedzi na nie otwierały drzwi, za którymi kryło się dużo więcej niż nałóg.
Odkryłam, że paliłam głównie w dwóch sytuacjach: kiedy czułam się przytłoczona emocjami i kiedy czułam się pusta. Papieros w pierwszym przypadku tłumił emocje, w drugim wypełniał pustkę. Obie funkcje były niezdrowe i obie wymagały zastąpienia czymś innym.
Pani Joanna nauczyła mnie technik oddechowych. Brzmi banalnie, ale to działa. Kiedy czujesz nagły głód nikotynowy, robisz cztery głębokie oddechy: wdech przez nos na cztery sekundy, zatrzymanie na cztery sekundy, wydech przez usta na sześć sekund. Powtarzasz cztery razy. Głód słabnie. Nie znika, ale słabnie na tyle, że możesz podjąć świadomą decyzję zamiast reagować odruchowo.
Nauczyłam się też rozpoznawać moje wyzwalacze. Nocny dyżur. Kłótnia z mamą. Samotny wieczór w pustym mieszkaniu. Pacjent, którego nie udało się uratować. Każdy z tych momentów wcześniej oznaczał papierosa. Teraz miałam plan na każdy z nich. Dyżur: herbata zamiast papierosa na przerwie. Kłótnia: spacer wokół bloku. Samotny wieczór: telefon do przyjaciółki Moniki. Trudny dzień w pracy: zapisanie emocji w dzienniku.
Trudne momenty
Najtrudniejszy moment był w sierpniu 2025 roku. Straciliśmy pacjenta na oddziale. Młody chłopak, 25 lat, wypadek samochodowy. Nie daliśmy rady. Wyszłam ze szpitala drżąc na całym ciele i jedyne, o czym mogłam myśleć, to papieros. Stałam przed wejściem do szpitala i patrzyłam na ludzi, którzy palili. Mogłam poprosić o jednego. Jeden papieros. Nikt by się nie dowiedział.
Zamiast tego wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do pani Joanny. Nie była w gabinecie, ale oddzwoniła w ciągu dziesięciu minut. Rozmawiałyśmy pół godziny. Płakałam. Nie z powodu pragnienia papierosa, ale z powodu wszystkiego, co tłumiłam przez lata za pomocą papierosa. Pani Joanna powiedziała: “Ewa, to, co czujesz teraz, to jest smutek. Prawdziwy smutek. I nie musisz go tłumić. Możesz go poczuć.”
Poczułam go. I nie zapaliłam.
Nowa Ewa w nowej Łodzi
Łódź się zmienia. Nowe Centrum Łodzi, wyremontowana Piotrkowska, EC1. I ja się zmieniam razem z miastem. Po zakończeniu kuracji Champixa we wrześniu 2025 roku i kontynuowaniu terapii do grudnia poczułam się jak ktoś, kto budzi się z długiego, ciężkiego snu.
Zaczęłam biegać w parku na Zdrowiu. Początkowo kilkaset metrów, a potem regularne trzy kilometry rano przed dyżurem. Zapisałam się na zajęcia jogi w studiu na Nawrot. Joga pomogła mi z oddechem i z ciałem, które przez 12 lat palenia było zaniedbane.
W pracy jestem inną pielęgniarką. Kiedy pacjent pyta mnie o rzucanie palenia, mówię mu o mojej historii. Mówię uczciwie: to jest trudne, ale jest możliwe. I kiedy to mówię, nie czuję już hipokryzji. Czuję dumę.
Dziesięć miesięcy i licząc
Jest marzec 2026 roku. Ostatniego papierosa zapaliłam 9 czerwca 2025 roku. Prawie dziesięć miesięcy temu. Champix brałam przez dwanaście tygodni. Terapię kontynuowałam przez sześć miesięcy i planuję wrócić, jeśli poczuję taką potrzebę.
Zaoszczędziłam ponad 4500 złotych. Za część funduszów zrobiłam sobie wycieczkę do Pragi, sam na sam ze sobą. Trzy dni w pięknym mieście, bez papierosa, z pełnymi płucami i wolną głową.
Moja rada dla każdego, kto myśli o rzuceniu: nie bój się łączyć metod. Champix jest świetny na ciało. Terapia jest świetna na umysł. Razem są potężnym zespołem. Nie musisz walczyć sam. Nie musisz być silna sama. Możesz poprosić o pomoc farmakologię i psychologię jednocześnie.
Bo rzucenie palenia to nie jest test silnej woli. To jest proces leczenia. I zasługujesz na najlepsze leczenie, jakie możesz dostać.