Hipnoza pomogła mi rzucić palenie: moja zaskakująca droga do wolności
Hipnoza pomogła mi rzucić palenie: moja zaskakująca droga do wolności
Nazywam się Joanna Dąbrowska, mam 43 lata i mieszkam w Lublinie. Przez 20 lat byłam palaczką. Rzuciłam dzięki hipnozie terapeutycznej. Tak, hipnozie. Wiem, co myślisz. To samo myślałam ja: że to szarlataneria, estrady i zegarek na sznurku. Byłam w błędzie. Hipnoza zmieniła moje życie.
Dwadzieścia lat z nałogiem
Zaczęłam palić na pierwszym roku prawa na UMCS w Lublinie. Miałam 23 lata. Sesja zimowa, noce nad kodeksem cywilnym, stres egzaminacyjny. Koleżanka z akademika zaproponowała papierosa jako sposób na rozluźnienie. Zapalałam i czułam, jak napięcie opuszcza ramiona. To było złudzenie, oczywiście. Nikotyna nie rozluźnia. Nikotyna na chwilę łagodzi głód, który sama wywołuje. Ale tego nie wiedziałam wtedy. A kiedy się dowiedziałam, było za późno.
Przez 20 lat paliłam regularnie. Vogue na studiach, bo wydawały się eleganckie i “kobiece”. Potem Marlboro Gold, bo chciałam czegoś mocniejszego. Na koniec LM Red Label, bo były tańsze, a uzależnienie nie patrzy na markę. Paliłam około paczki dziennie. Dwadzieścia papierosów, równo rozłożonych od rana do wieczora jak zegarowe punkty mojego dnia.
Jestem adwokatem. Prowadzę własną kancelarię na Krakowskim Przedmieściu w Lublinie. Praca stresująca, wymagająca, pełna napięcia i konfliktów. Każda sprawa sądowa to nowy stres. Każdy trudny klient to nowy powód, żeby wyjść na papierosa. Palarnia przy sądzie na Krakowskim Przedmieściu była moim drugim gabinetem. Tam planowałam strategie procesowe, tam omawiałam sprawy z kolegami, tam dochodziłam do siebie po przegranych sprawach.
Sześć prób, sześć porażek
Przez 20 lat próbowałam rzucić sześć razy. Plastry Niquitin. Gumy Nicorette. Champix. Zimny indyk. Dwa razy. E-papieros. Za każdym razem wracałam. Najdłużej wytrzymałam cztery miesiące na Champiksie. Potem przyszła szczególnie trudna sprawa sądowa, trwająca tygodniami, i wróciłam do palenia jak do starego przyjaciela.
Każda porażka pogłębiała moje przekonanie, że jestem za słaba. Że nie dam rady. Że palenie jest częścią mnie i nigdy się od niego nie uwolnię. To przekonanie było silniejsze niż nikotyna. Bo nikotynę można zastąpić plastrem. Ale głęboko zakorzenione przekonanie o własnej słabości? Na to nie ma plastra.
Jak trafiłam na hipnozę
W sierpniu 2025 roku byłam na kolacji z koleżanką z czasów studenckich, Anią. Nie widziałyśmy się pięć lat. Ania kiedyś paliła tyle co ja. Teraz nie. Zapytałam, jak rzuciła. Odpowiedziała: “Hipnoza.”
Parsknęłam. Dosłownie. Ania, prawniczka, racjonalistka, kobieta, która analizuje każdy fakt i dowód, mówi mi o hipnozie. To brzmiało jak żart.
Ale Ania nie żartowała. Opowiedziała mi spokojnie o hipnozie terapeutycznej, zwanej też hipnoterapią. Wytłumaczyła, że to nie ma nic wspólnego z estradowym show. Że to jest uznana technika terapeutyczna, stosowana przez psychologów klinicznych. Że hipnoza nie wymusza niczego. Nie “programuje” cię jak robota. Zamiast tego pomaga dotrzeć do podświadomych wzorców, które napędzają nałóg, i je zmienić.
Dała mi kontakt do pana Wojciecha, hipnoterapeuty z certyfikatem, który przyjmował w gabinecie na Lipowej w Lublinie. Zadzwoniłam następnego dnia. Z ciekawości, nie z przekonania.
Pierwsza sesja: rozbijanie mitów
Pierwsze spotkanie z panem Wojciechem było zaskakujące. Spodziewałam się ciemnego pokoju, kołysającego zegarka i mrocznej muzyki. Zastałam jasny, zwykły gabinet terapeutyczny, wygodny fotel i spokojnego mężczyznę w średnim wieku, który zaczął od pytania: “Co pani wie o hipnozie?”
Odpowiedziałam szczerze: “Niewiele. I nie wierzę, że to działa.”
Uśmiechnął się. “Sceptycyzm to dobry punkt wyjścia. Oznacza, że jest pani krytyczna i analityczna. To cechy, które pomagają w hipnoterapii, nie przeszkadzają.”
Pierwsza sesja była głównie rozmową. O moim nałogu, o poprzednich próbach, o moich wyzwalaczach, o moim życiu. Pan Wojciech nie próbował mnie hipnotyzować od razu. Chciał zrozumieć, z czym pracuje.
Pod koniec sesji zrobiliśmy krótkie ćwiczenie relaksacyjne. Zamknęłam oczy, pan Wojciech mówił spokojnym głosem, prowadząc mnie przez progresywną relaksację mięśni. Poczułam się odprężona w sposób, jakiego nie doświadczyłam od lat. Nie zasnęłam, nie straciłam kontroli, nie robiłam nic, czego nie chciałam. Po prostu byłam bardzo, bardzo spokojna.
“To jest hipnoza” powiedział pan Wojciech, kiedy otworzyłam oczy. “Stan głębokiego odprężenia, w którym podświadomość jest bardziej otwarta na sugestie. Nic więcej.”
Sesje terapeutyczne
Umówiliśmy się na cykl pięciu sesji, rozłożonych na trzy tygodnie. Każda sesja trwała około 90 minut.
Na drugiej sesji pan Wojciech wprowadził mnie w głębszy stan relaksacji i zaczął pracować z moimi skojarzeniami dotyczącymi palenia. Prosił mnie, żebym wyobraziła sobie moment zapalania papierosa. Co widzę? Co czuję? Co słyszę? A potem prosił, żebym wyobraziła sobie alternatywę. Moment, w którym zamiast zapalić, robię głęboki oddech i czuję spokój. Wyobrażałam sobie to raz za razem, w różnych scenariuszach: rano przy kawie, po trudnej rozprawie, wieczorem w domu.
Na trzeciej sesji pracowaliśmy z przekonaniem, które nosiłam przez lata: “Jestem za słaba, żeby rzucić.” Pod hipnozą pan Wojciech pomagał mi zastąpić to przekonanie innym: “Jestem silna i zdolna do zmiany.” Brzmi jak banał z poradnika motywacyjnego, ale w stanie hipnozy te słowa docierały do poziomu, do którego normalnie nie mam dostępu.
Czwarta sesja koncentrowała się na wyzwalaczach. Stres w pracy, trudni klienci, przegrane sprawy. Pan Wojciech pomagał mi budować nowe automatyczne reakcje na te sytuacje. Zamiast sięgać po papierosa, sięgam po szklankę wody. Zamiast wychodzić na palarnię, wychodzę na krótki spacer. Te nowe wzorce były “programowane” na poziomie podświadomości.
Piąta sesja była podsumowaniem. Pan Wojciech nauczył mnie techniki samohipnozy, którą mogłam stosować w domu, kiedy głód nikotynowy stawał się silny. Prosta technika: zamknij oczy, policz od dziesięciu do jednego, oddychając wolno, i powtórz w myślach: “Jestem wolna od papierosów i czuję się z tym dobrze.”
Dzień zero
Datę rzucenia wyznaczyłam na dzień po ostatniej sesji hipnozy: 15 września 2025 roku. Obudziłam się rano i po raz pierwszy od 20 lat nie pomyślałam od razu o papierosie. Nie mówię, że w ogóle o nim nie pomyślałam. Pomyślałam. Ale myśl była cicha, odległa, jak wspomnienie czegoś, co było dawno temu.
Pierwszy tydzień bez papierosa był trudny, ale inny niż poprzednie próby. Głód nikotynowy był obecny, bo nie brałam żadnych zamienników. Żadnych plastrów, gum, tabletek. Ale moja reakcja na ten głód była inna. Zamiast paniki i desperacji czułam spokojny dyskomfort, z którym mogłam pracować. Stosowałam samohipnozę trzy, cztery razy dziennie. Oddychałam. Piłam wodę. Szłam na spacer.
Lublin i nowe odkrycia
Lublin jest pięknym miastem, ale przez 20 lat palenia widziałam go głównie z perspektywy palarń. Palarnia przy sądzie. Palarnia przy kancelarii. Ławka w parku przy KUL-u, gdzie paliłam między spotkaniami z klientami.
Teraz odkrywałam Lublin bez papierosa. Stare Miasto pachniało inaczej. Ogród Saski w październiku był miejscem, gdzie mogłam po prostu usiąść i oddychać. Zaczęłam chodzić na Zamek Lubelski, którego nie odwiedziłam od lat, bo “nie miałam czasu”. Prawda była taka, że miałam czas, ale spędzałam go na paleniu.
Moja koleżanka z kancelarii, Natalia, zauważyła zmianę pierwsza. “Asia, wyglądasz jakoś inaczej. Jesteś spokojniejsza.” Miała rację. Hipnoza nie tylko pomogła mi rzucić palenie. Pomogła mi znaleźć spokój, którego szukałam w papierosach przez dwie dekady.
Momenty próby
Były trudne chwile. Oczywiście, że były. W październiku przegrałam ważną sprawę w sądzie apelacyjnym. Klient był wściekły. Ja byłam wściekła na siebie. Wyszłam z sądu i automatycznie poszłam w stronę palarni. Stanęłam trzy metry od grupy palących prawników i poczułam zapach dymu. Ciało krzyknęło: “Tak!”
Zamknęłam oczy. Policzyłam od dziesięciu do jednego. Wzięłam pięć głębokich oddechów. Otworzyłam oczy i poszłam w przeciwnym kierunku. Do kawiarni na Krakowskim Przedmieściu. Zamówiłam latte i zadzwoniłam do Ani. Rozmawiałyśmy piętnaście minut. Głód minął.
W grudniu, na spotkaniu wigilijnym kancelarii, ktoś zaproponował mi papierosa. “Joanno, jeden nie zaszkodzi.” Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam: “Nie, dzięki. Już nie palę.” Te cztery słowa brzmiały jak najbardziej naturalne zdanie na świecie. I poczułam to. Naprawdę nie palę. To nie jest faza. To jest ja.
Sześć miesięcy i więcej
Jest marzec 2026 roku. Nie palę od ponad sześciu miesięcy. Nie używam żadnych zamienników nikotyny. Nie chodzę na sesje hipnozy regularnie, choć umówiłam się na jedną sesję przypominającą w styczniu, żeby wzmocnić efekty.
Zaoszczędziłam ponad 3500 złotych na papierosach. Koszt hipnoterapii wyniósł mnie mniej niż dwa miesiące palenia. Inwestycja, która zwróciła się kilkakrotnie.
Moja kondycja się poprawiła. Zaczęłam chodzić na nordic walking z grupą kobiet z mojego osiedla. Raz w tygodniu pływam na basenie przy ulicy Głębokiej. Moja skóra wygląda lepiej. Moje zęby są bielsze. Moje ubrania pachną perfumami, a nie dymem.
Ale najważniejsza zmiana jest w mojej głowie. Nie myślę o sobie jako o “byłej palaczce”. Myślę o sobie jako o kobiecie, która jest wolna. Wolna od nałogu, wolna od przekonania, że jest za słaba, wolna od automatycznych reakcji, które przez 20 lat kierowały moim życiem.
Hipnoza nie jest dla każdego. Wymaga otwartości, zaufania do terapeuty i gotowości do pracy ze sobą na głębszym poziomie. Ale jeśli próbowałeś wszystkiego innego i nic nie zadziałało, rozważ hipnoterapię. Nie tę z telewizji. Tę kliniczną, prowadzoną przez certyfikowanego specjalistę.
Moja sceptycyzm stał się moją siłą. Podeszłam do hipnozy krytycznie, ale z otwartym umysłem. I to połączenie dało mi wolność, której szukałam przez dwie dekady.
Jeśli ja mogłam zmienić zdanie o hipnozie i o sobie samej, ty też możesz.